czwartek, 12 lutego 2015

Dzień 2


  Dzień sam w sobie specjalny nie był. Choroba toczyła moje wnętrze i z każdą jedną godziną coraz bardziej zastanawiałem się nad tym, czy czasem faktycznie TRZY:ZERO to nie wynik promujący przeciwnika. Nieustająca gorączka, pot, ból wszystkiego i ciągłe pytanie „Ile jeszcze?!”. Nie tak wyobrażałem sobie celebrację zacnego jubileuszu. Faktycznie rzecz biorąc wcale sobie nie wyobrażałem, bo planu co do celebracji nie miałem żadnego, i szczerze powiedziawszy nie miałem najmniejszego zamiaru niczego planować. No ale… LUDZIE. Czynnik, współczynnik, licznik, mianownik wszelkiego mojego jestestwa. Swoim byciem, nie ma co ukrywać, przymusili mnie do tego. To też od ubiegłej soboty ciągle świętuję i wiem, że mam ledwie dwadzieścia cztery godziny, żeby dojść do siebie i jutro ich godnie przyjąć i ugościć. I wiem też, że to na pewno się nie uda. Kilka smsów, dwa krótkie telefony, informacja na facebooku, wydarzenie odwołane, przyjęcie przesunięte o tydzień. Spotkamy się dwudziestego pierwszego. Co za porażka! Pierwszy raz w historii. Może to faktycznie znak, że nie miało być już NIC. Może to wszystko miało się skończyć właśnie w tym momencie? 

  Kładę się spać. ALE! Gorączka i przejęcie przyjęciem prawie odebrały mi rozum. A dzisiejsza karteczka? A myśl zaczarowanego słoika? Wskazówka na resztę życia?


  Zdejmuję słój z parapetu przy łóżku, odbezpieczam zaczep i ładuję rękę do środka. Chwila, dwie i jest. Błękitna piękność. Oby napisała mi lepszy czas i życie. 






  Po chuju. Pomyślałem ocierając zlewający się z czoła pot.

Zrobiłem szybką fotę i przesłałem Ewie ciekaw co mi na to powie.


-True? – znając Ewę wiedziałem, że jej wypowiedź w tej kwestii pobudzi mnie do szerszej wypowiedzi.

- W środku każdy ma. Każdy inną. Ale weź ją odkryj…

- Dasz radę ją odkryć!  - skróciła temat, chyba chciała już iść spać, no bo w końcu po północy.

- A Ty jaką masz?­ – próbowałem kontynuować…


  Zamieniliśmy jeszcze kilka zdań. Później Ewa najpewniej wyruszyła w krainę snu, ja za to zacząłem ostro rozkminiać istotę tej mocy. Jedna mała karteczka. Dwa proste wyrazy, a można by na jej temat napisać całą książkę. Książkę o Waszych mocach, naszych mocach, ich mocach, a potem kolejne tomy o mocy braku i o mocy pożądaniu. O mocy złej i dobrej, i o tych mocach nijakich, co to tylko plączą nogi, łamią serca i każą iść i tańczyć wtedy, kiedy nie jesteśmy na to gotowi. 


  Mocy, moja mocy! Bo chociaż udało mi się dowiedzieć o mocy, którą dysponuje Ewa, to nie potrafiłem sobie odpowiedzieć na pytanie jaka jest ta moc, którą noszę w sobie. Czyżby faktycznie ciągle tkwiła uśpiona wewnątrz, nieodgadnięta i, co gorsza, może ciągle niekompletna? 


  Trudno tak jednoznacznie określić, szukając tego czegoś w dodatnich wartościach swojego wnętrza. Skłaniał bym się raczej ku stwierdzeniu, że pełen jestem różnych niemocy, albo mocy właśnie ostro niedorobionych. Chociaż z drugiej strony to może bierze się bardziej z braku konsekwencji w działaniu, niż z prawdziwego braku mocy. Z całą pewnością nie jestem superbohaterem, którego top mocą jest przenikanie przez ściany i rozbieranie wzrokiem – to drugie czasem by się przydało, nie powiem. Zdecydowanie jednak dominuje we mnie ostatnio moc „ostatniej wieczerzy” i chociaż żadna z wieczerzy ostatnia nie jest, to jednak zdecydowanie udaje mi się jednoczyć ludzi przy stole.  Tak. To właśnie chyba jest ta moc. Moc jednoczenia sobie ludzi. Ludzi wykształconych i nie, bogatych i biednych, ludzi z przodu kolejki i tych z samego końca ogona, ludzi z nadbałtyckiej plaży i ludzi z tatrzańskich wierchów. Jest coś takiego co sprawia, że potrafię z każdym rozmawiać, spojrzeć i poznać, zakochać się i pozwolić iść dalej. I przychodzą potem do mnie i chcą nieraz więcej. Być, rozmawiać, dzielić się sobą. I mimo, iż wielu z nich nie będzie chciało nigdy żebym ja podzielił się sobą z nimi, to zawsze będą wracać. Ja za to jedno po drugim będę poznawał, zaglądał w dusze i umysły, przeglądał ich życiowe kartoteki i za pomocą algorytmu „dobra rada” opartego na doświadczeniach mas, wybierał będę i szacował odpowiedzi na ich pytania i troski. Stawiał będę już na zawsze drogowskazy, sam zastanawiając się codziennie nad tym dokąd zmierzam. Dlatego też, najprawdopodobniej, nie odczuwam potrzeby czytania książek, no i nie czytam. Każda jedna osoba, która siada obok mnie bez wahania przedstawia mi swoją historię. Historię, której nie znajdzie się w żadnej książce w dziejach świata. Historię prostą i prawdziwą. Wystarczy tylko pozwolić mówić i uważnie, z szacunkiem, słuchać. Taka sobie biblioteka dusz, jakkolwiek groźnie to brzmi, nic złego w tym nie ma. No i nie było by jej bez nośników tej mocy, bez Was wszystkich, i każdego z osobna. 


  Temat rzeka… To zapewne nie jedyna moc, którą posiadam, i nie ma wątpliwości, że do tego jeszcze powrócimy. Tworze nie ma końca, a powstanie jednej mocy, powoduje kolejne. Temat będzie powracał… 


  Póki co chciałbym mieć moc swobodnego oddychania i uleczania się z grypy w kilka minut. Takiej jeszcze nie mam.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz