Dzień sam w sobie specjalny nie był. Choroba toczyła moje
wnętrze i z każdą jedną godziną coraz bardziej zastanawiałem się nad tym, czy
czasem faktycznie TRZY:ZERO to nie wynik promujący przeciwnika. Nieustająca gorączka,
pot, ból wszystkiego i ciągłe pytanie „Ile jeszcze?!”. Nie tak wyobrażałem
sobie celebrację zacnego jubileuszu. Faktycznie rzecz biorąc wcale sobie nie
wyobrażałem, bo planu co do celebracji nie miałem żadnego, i szczerze powiedziawszy
nie miałem najmniejszego zamiaru niczego planować. No ale… LUDZIE. Czynnik, współczynnik,
licznik, mianownik wszelkiego mojego jestestwa. Swoim byciem, nie ma co
ukrywać, przymusili mnie do tego. To też od ubiegłej soboty ciągle świętuję i
wiem, że mam ledwie dwadzieścia cztery godziny, żeby dojść do siebie i jutro
ich godnie przyjąć i ugościć. I wiem też, że to na pewno się nie uda. Kilka
smsów, dwa krótkie telefony, informacja na facebooku, wydarzenie odwołane,
przyjęcie przesunięte o tydzień. Spotkamy się dwudziestego pierwszego. Co za
porażka! Pierwszy raz w historii. Może to faktycznie znak, że nie miało być już
NIC. Może to wszystko miało się skończyć właśnie w tym momencie?
Kładę się spać. ALE! Gorączka i przejęcie przyjęciem prawie
odebrały mi rozum. A dzisiejsza karteczka? A myśl zaczarowanego słoika? Wskazówka
na resztę życia?
Zdejmuję słój z parapetu przy łóżku, odbezpieczam zaczep i
ładuję rękę do środka. Chwila, dwie i jest. Błękitna piękność. Oby napisała mi
lepszy czas i życie.
Po chuju. Pomyślałem
ocierając zlewający się z czoła pot.
Zrobiłem szybką fotę i przesłałem Ewie ciekaw co mi na to
powie.
-True? – znając Ewę
wiedziałem, że jej wypowiedź w tej kwestii pobudzi mnie do szerszej wypowiedzi.
- W środku każdy ma. Każdy
inną. Ale weź ją odkryj…
- Dasz radę ją odkryć! - skróciła temat, chyba chciała już iść spać,
no bo w końcu po północy.
- A Ty jaką masz? –
próbowałem kontynuować…
Zamieniliśmy jeszcze kilka zdań. Później Ewa najpewniej
wyruszyła w krainę snu, ja za to zacząłem ostro rozkminiać istotę tej mocy.
Jedna mała karteczka. Dwa proste wyrazy, a można by na jej temat napisać całą
książkę. Książkę o Waszych mocach, naszych mocach, ich mocach, a potem kolejne tomy
o mocy braku i o mocy pożądaniu. O mocy złej i dobrej, i o tych mocach
nijakich, co to tylko plączą nogi, łamią serca i każą iść i tańczyć wtedy,
kiedy nie jesteśmy na to gotowi.
Mocy, moja mocy! Bo chociaż udało mi się dowiedzieć o mocy,
którą dysponuje Ewa, to nie potrafiłem sobie odpowiedzieć na pytanie jaka jest
ta moc, którą noszę w sobie. Czyżby faktycznie ciągle tkwiła uśpiona wewnątrz,
nieodgadnięta i, co gorsza, może ciągle niekompletna?
Trudno tak jednoznacznie określić, szukając tego czegoś w dodatnich
wartościach swojego wnętrza. Skłaniał bym się raczej ku stwierdzeniu, że pełen jestem
różnych niemocy, albo mocy właśnie ostro niedorobionych. Chociaż z drugiej
strony to może bierze się bardziej z braku konsekwencji w działaniu, niż z
prawdziwego braku mocy. Z całą pewnością nie jestem superbohaterem, którego top
mocą jest przenikanie przez ściany i rozbieranie wzrokiem – to drugie czasem by
się przydało, nie powiem. Zdecydowanie jednak dominuje we mnie ostatnio moc „ostatniej
wieczerzy” i chociaż żadna z wieczerzy ostatnia nie jest, to jednak
zdecydowanie udaje mi się jednoczyć ludzi przy stole. Tak. To właśnie chyba jest ta moc. Moc jednoczenia
sobie ludzi. Ludzi wykształconych i nie, bogatych i biednych, ludzi z przodu
kolejki i tych z samego końca ogona, ludzi z nadbałtyckiej plaży i ludzi z
tatrzańskich wierchów. Jest coś takiego co sprawia, że potrafię z każdym
rozmawiać, spojrzeć i poznać, zakochać się i pozwolić iść dalej. I przychodzą
potem do mnie i chcą nieraz więcej. Być, rozmawiać, dzielić się sobą. I mimo,
iż wielu z nich nie będzie chciało nigdy żebym ja podzielił się sobą z nimi, to
zawsze będą wracać. Ja za to jedno po drugim będę poznawał, zaglądał w dusze i
umysły, przeglądał ich życiowe kartoteki i za pomocą algorytmu „dobra rada” opartego
na doświadczeniach mas, wybierał będę i szacował odpowiedzi na ich pytania i
troski. Stawiał będę już na zawsze drogowskazy, sam zastanawiając się
codziennie nad tym dokąd zmierzam. Dlatego
też, najprawdopodobniej, nie odczuwam potrzeby czytania książek, no i nie
czytam. Każda jedna osoba, która siada obok mnie bez wahania przedstawia mi
swoją historię. Historię, której nie znajdzie się w żadnej książce w dziejach
świata. Historię prostą i prawdziwą. Wystarczy tylko pozwolić mówić i uważnie,
z szacunkiem, słuchać. Taka sobie biblioteka dusz, jakkolwiek groźnie to brzmi,
nic złego w tym nie ma. No i nie było by jej bez nośników tej mocy, bez Was
wszystkich, i każdego z osobna.
Temat rzeka… To zapewne nie jedyna moc, którą posiadam, i
nie ma wątpliwości, że do tego jeszcze powrócimy. Tworze nie ma końca, a
powstanie jednej mocy, powoduje kolejne. Temat będzie powracał…
Póki co chciałbym mieć moc swobodnego oddychania i uleczania
się z grypy w kilka minut. Takiej jeszcze nie mam.

Brak komentarzy:
Prześlij komentarz