wtorek, 10 lutego 2015

Do przerwy 3:0

  Zastanawialiście się kiedyś co będziecie robić i kim będziecie w wieku trzydziestu lat? Ja nigdy o tym nie myślałem i nigdy nie było to powodem ani jednego mojego zmartwienia. Dziś już tyle mam, i co? I dalej nie odczuwam z tego powodu jakiś dziwnych anomalii. No może poza tym, ze dzień urodzin przeżyłem leżąc z grypą w łóżku. W zasadzie dobrze, bo wielu mogło wtedy pożartować, że to "przez ten wiek". Nie mniej coś w tej magicznej trzydziestce jest, bo z jednej strony magiczna trójka, z drugiej wielce wymowne zero. Wydawałoby się, że w momencie przekraczania tej mistycznej bariery wieku powinieneś być już odpowiednio dobrze życiowo ustawiony, mieć wszystko uporządkowane i idealnie wpisywać się w utarty w społeczeństwie schemat „Pana Bartka”, który w niedzielne popołudnie wyprowadza dziecko na spacer uwzględniając pory roku – no bo jeżeli śnieg to z saneczkami, jeżeli lato to na rowerku. Teoretycznie powinieneś wstawać rano i całować żonę, mówić, że ją kochasz, jeść na prędce śniadanie, w drodze do pracy posłuchać radia w samochodzie i zasuwać z teczką do biura po to, żeby od dziewiątej rana z uśmiechem na ustach rozwiązywać problemy tych, którzy je mają, bo przecież nikt tak jak Ty nie sprawi, by życie innych było lepsze. Zgodnie z tym schematem, nadmienię, że to jeden z wielu, nie koniecznie jedyny prawidłowy, powinieneś wrócić do domu wieczorem, nieco zmęczony ale dalej udający uśmiechniętego i zadowolonego, no bo przecież w domu też potrzebują twojego „uśmiechem zdobywam świat”. Prędko prysznic, film, bajka, tata, mama, amen, spać, a może nie, gra, TV, ona foch, ty piwo, dziecko „tata”, bajka, spać, ona śpi, ból jaj.

  Mogło by tak być. Taka typowa społeczna „trójka” w tej „trzydziestce” , czyli w oczach mas jesteś wtedy spełniony, bo jesteś w ich świadomości tak zwaną „rodziną”, czyli komórką spełniającą odwieczne społeczne założenia na przekór przesłankom ekonomicznym i geopolitycznym, CHOĆBY NIE WIEM CO, tak musi być. Tradycja, a twarz blednie.

  Z drugiej strony możesz być tą mniej udaną częścią „trzydziestki” czyli „zerem”. Nie jest to jednostka przegrana, ale przez społeczeństwo to „tradycyjnie” odbierające rzeczywistość, jednostka skazana na „maminy garnuszek”. Śpisz i mieszkasz u rodziców, nie koniecznie dokładasz się do opłat za mieszkanie, czasami zjesz z rodziną pizzę – jak ci się przypomni, że „trzeba by coś postawić, bo tu mieszkam”, i ogólnie w oczach ciotek i babć, całą wypłatę przepieprzasz na weekendowe zabawy, na których to nie wiadomo co się dzieje i jak ćpiesz, no bo przecież „DOBRZE ZARABIASZ”, z przodu „NA PEWNO” jest „dwójka”, a kosztów żadnych nie masz! Teoretycznie żyć, nie umierać.

  Co jednak jeżeli tak jak ja, nie jesteś ani „trójką”, ani „zerem”?

  Dla społeczeństwa to szok. Nie wpisujesz się w żadne ustalone ramy. Nie pasujesz do żadnej formy. Nie można cię uwalić, no bo nie wiadomo, z której strony  i za co. Teoretycznie jesteś ten dobry, ale jakby bardziej taki zły. Chciałoby się z tobą porozmawiać ale z drugiej strony nie wiadomo o czym, no bo ani to u mamy, ani też u żony.  Jesteś bytem, niebytem. Niezidentyfikowana jednostka żyjąca.  Ta opcja w sumie jest dobra, mówiąc więcej… BARDZO DOBRA. Chyba, że sam zaczniesz wierzyć w swoje życiowe UFO.  Wtedy możesz na przykład, wiedząc, że nie masz nic do stracenia – no bo z jednej strony nie ponosisz odpowiedzialności za „trójkę”, nie jesteś też mogącym stracić łóżko przy matczynej kuchni „zerem” -   oddać się wielkiemu życiowemu „viva la revolution” i niesiony falą (nota bene niewiadomego pochodzenia, bo morza brak) zdobyć cały świat – przynajmniej według swoich wyznaczników i być z tego dumnym. Ta droga jest fajna. Ma jednak jedno zawsze prawdziwe „ALE”. Znacie jakąś rewolucję, która zmieniła coś na stałe? Kolejne powstania musiały by wybuchać co rok, i to z większą siłą.

Z drugiej strony, zawsze możesz zawierzyć przyszłe wydarzenia zaczarowanemu słoikowi…


Ze słoikowej etykiety:
„Bartoszu,

Życie z „3” z przodu wniesie wiele nowego, więc żebyś nie czuł się za bardzo zagubiony z powodu ogromu wrażeń, w słoiku znajduje się Twój osobisty przewodnik.

1 karteczka = 1 dzień = 1 inspiracja

Po 365 dniach wskazówki się skończą, ale to nic – wtedy wszystko będzie już W TWOICH RĘKACH! :)  „












***


Brak komentarzy:

Prześlij komentarz