Nie, nic się tu nie poprzestawiało, to nie zemsta zza grobu autora słownika T9. Dokładnie tyle minęło od kiedy ostatnio coś tu napisałem. Od kiedy wyjąłem ostatnią kartkę ze słoika.
Coś co miało być mega przygodą, szybko się skończyło. Pozostał KAC. Ta kartka ostatnia była niemałą przepowiednią.
Od ostatniego czasu wiele się zmieniło. Ścibory już nie wpadają znienacka z wódką - bo mają dwoje dzieci i mieszkają kilka tysięcy kilometrów ode mnie. Nie ma już TESCO, a ludzie nie całują się na ulicach, bo mamy na świecie stan pandemii i wszelkie bliskie interakcje są zabronione, albo przynajmniej niemile widziane. Lena jest o sześć lat starsza i nadal ciągnie ją w artystyczne kierunki. W tym roku dostanie ode mnie na urodziny smyczek do skrzypieć, bo pokochała skrzypce.
Co najważniejsze - polubiłem Walentynki, bo w końcu mam z kim je spędzać.
Wiele się ostatnio dzieje na świecie dziwnych rzeczy. Życie samo w sobie - mimo, że bardzo dobre, wydaje się też grać w jakieś dziwne podchody. Pandemia, długa i mroźna zima, zastój zawodowy, brak wakacji i wyjazdów w poprzednim roku - wszystko to spowodowało, że się człowiekowi odechciało nieco być, żyć, mieć cele i się starać. Skoro nic się nie może zmienić - po co dawać więcej z siebie?
Ostatnie dni dały jednak powody do mobilizacji. Wizja nowego miejsca, dobre plany, wspólne działanie i życie. Wartości, które ciągle chciałbym żeby były moje, w końcu są tak blisko.
Jedyne co mi nie dawało spokoju, to ta pieprzona ciągnąca się jak flaki z olejem zima. Wyznałem sam przed sobą i sam sobie dałem ultimatum, chociaż wpływu na to nie mam żadnego, że jeżeli od poniedziałku nie zmieni się pogoda to zamknę się w domu i nie wyjdę aż do wiosny. Byłem cholernie zdeterminowany, aby te postanowienie wprowadzić w życie.
Minęły dwa dni i możemy pławić się w słońcu, a temperatury skoczyły z minus 15 do plus 16. Niewiarygodne? A jednak… kiedyś wierzyłem, że mam w mózgu most z niebem. Chyba ciągle działa.
Wypiłem dwa driny i pomyślałem, że może by tak sięgnąć do słoja sprzed lat… bo skoro powiało optymizmem to może i ten niesamowity, zaczarowany słoik powie mi znowu coś na temat i coś co zmobilizuje?
Po weekendzie pełnym słońca i nastawieniu się na działanie, otwarłem zatrzask słoika i sięgnąłem głęboko po karteczkę. Złożona na 3 - jak zawsze… Odparła krótko i na temat - OGIEŃ.
Zatem OGIEŃ i napieprzaj w nowy tydzień - i miejmy nadzieję, że nie będzie to ogień, po którym pozostaną tylko zgliszcza.
Nie mniej i pogoda, i uczucia, emocje, ostatni czas… Trafił ten słoik z OGNIEM - jak zawsze.
AMEN.

Brak komentarzy:
Prześlij komentarz